Start arrow OPPA 2011 arrow GEORGES BRASSENS
GEORGES BRASSENS Drukuj Wyślij znajomemu
Georges Brassens

Georges Brassens (22.10.1921 - 29.10.1981), to najwybitniejszy francuski autor piosenek, śpiewający poeta i balladzista. W encyklopedii "Le Petit Larousse" pod hasłem Brassens Georges czytamy: "Pieśniarz francuski, autor piosenek poetyckich pełnych werwy i nonkonformizmu".

Georges Brassens urodził się w Sète nad Morzem Śródziemnym 22 października 1921 roku. Już w wieku 16 lat wraz z grupką kolegów tworzył zespół muzyczny, w którym grał na banjo. Pisał już swoje pierwsze piosenki, jeszcze o tekstach dość banalnych, ale melodie do nich układane wykorzystał w póżniejszej dojrzalszej twórczości. W wieku 17 lat był jednym z oskarżonych w procesie szajki młodocianych złodziejaszków - uczniów liceum w Sète. Bardzo mocno przeżył tę historię, choć nie był w niej pierwszoplanową postacią. Postanowił już nigdy więcej nie wchodzić w konflikt z prawem.

W lutym 1940 roku, czyli w wieku 18 lat przyjechał do Paryża i zamieszkał u swej ciotki. Przez trzy miesiące pracował w fabryce samochodów Renault, następnie ciotka pozwoliła mu zająć się wyłącznie pisaniem wierszy i pomogła mu nawet wydać debiutancki zbiorek, który jednak przeszedł kompletnie bez echa. W 1943 r. Francja znajdowała się pod okupacją hitlerowską. Georges Brassens otrzymał wezwanie "na roboty" do Niemiec. 8 marca 1943 wyjechał do Basdorf małej miejscowości leżącej 20 km od Berlina, gdzie pracował przymusowo przez okrągły rok. W Basdorf wśród pracujących tam innych Francuzów zdobył sobie uznanie śpiewając swoje piosenki. Po roku otrzymał 13-dniową przepustkę do Paryża. Przyjechał tam i już nie wrócił do Niemiec. Nie mógł już mieszkać u swej ciotki ze względu na swój nielegalny pobyt, znalazł więc schronienie u znajomych ciotki, małżeństwa Jeanne i Marcela Planche, przy zaułku Florimont. Jeanne i Marcel stali się potem bohaterami jego piosenek. Mieszkając u nich Brassens miał sprzyjające warunki do tworzenia, Jeanne stała się jakby jego drugą matką, przyjaciółką i powiernicą, a także pierwszym słuchaczem jego utworów. Marcel Planche był adresatem "Piosenki dla Owerniaka" - "Chanson pour l'Auvergnat", jednej z najsłynniejszych, które wyszły spod pióra Brassensa.

W 1946 roku Brassens pisywał pod różnymi pseudonimami artykuły dla anarchistycznego dziennika "Le Libertaire". W 1947 wydał znów własnym sumptem w nakładzie 50 egzemplarzy powieść, która jednak nie zwróciła niczyjej uwagi. Jego debiuty literackie szły więc jak po grudzie. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero w 1951 roku, kiedy Brassens miał już trzydziestkę. Jacques Grello, znany wówczas piosenkarz, wprowadzał go do paryskich kabaretów, dodawał odwagi i otuchy. Dzięki niemu Brassens występował, jeszcze na razie bez większego sukcesu, w wielu kabaretach, zdobywając doświadczenie i zmagając się z paraliżującą go tremą.
Jego wielka chwila nadeszła 7 marca 1952 roku o godzinie 1-ej w nocy. Wystąpił wówczas w kabarecie prowadzonym od 1948 roku na Montmartrze przez Patachou, z którą skontaktował go dawny przyjaciel z dzieciństwa. Patachou, sławna wówczas piosenkarka, wykonała sama kilka jego utworów, po czym przedstawiła ich autora paryskiej publiczności. 12 marca 1952 dziennik "France Soir" zamieścił artykuł pt. "Patachou odkryła poetę".

Od tej chwili Georges Brassens wpadł w wir sukcesu. Jacques Canetti, odkrywca niewiarygodnej liczby gwiazd francuskiej piosenki, zaprosił Brassensa do udziału w programie Henri Salvadora. Wkrótce nagrał swoje pierwsze utwory na płytę, wyruszył na tournée wraz z Patachou i zespołem "Frères Jacques". Wreszcie w końcu 1952 roku wziął udział w swym pierwszym programie telewizyjnym. W 1953 r. występował już jako gwiazda w Bobino, a w 1954 w Olympii. Wydał zbiór swoich piosenek, otrzymał Grand Prix du Disque i został ogłoszony "odkryciem piosenkarskim roku".

Następne lata były dla Georges’a Brassensa pasmem coraz większych sukcesów, wzrastającej popularności i uznania krytyki. Bardzo dużo występował, nagrywał płyty, próbował sił w filmie, komponował, pisał. Pomagał również młodym debiutantom, pamiętając czasy, kiedy bezskutecznie sam starał się przebić. 8 czerwca 1967 r. otrzymał Grand Prix de Poésie Akademii Francuskiej, co było ostatecznym ukoronowaniem jego sukcesu literackiego. Aktywnie występował na estradzie aż do marca 1977 roku. Ostatnia seria koncertów w paryskim Bobino trwała nieprzerwanie przez pięć miesięcy. Potem już tylko nagrywał, brał udział w programach telewizyjnych i radiowych. W maju 1981 r. telewizja francuska sfilmowała go po raz ostatni. Umarł 29 października 1981 r. o godz. 23.15 w miejscowości Saint-Gely-du-Fesc koło Montpelier.

Chciałbym opowiedzieć Państwu trochę o jego życiu prywatnym, mimo że sam Brassens bardzo niechętnie o tym mówił usilnie strzegąc swojej prywatności przed dziennikarzami.

Najpierw kilka słów o rodzicach. Jean-Louis Brassens, ojciec poety, był z zawodu murarzem. Miał bardzo dobry kontakt z synem, o czym świadczy jedna z wypowiedzi Brassensa: "Mój ojciec, który był ode mnie starszy o ponad czterdzieści lat, był moim najlepszym kumplem". Matka, Elwira z domu Dagrosa, była osobą surową i wymagającą, nie bardzo przejmowała ją kariera syna. Nie była na żadnym jego występie twierdząc, że jej syn mówi głupstwa. Nieślubną żoną Georges’a Brassensa, a właściwie jego stałą partnerką byłą Juha Heinmann, z pochodzenia Estonka, którą Brassens nazywał pieszczotliwie Püppchen, co po niemiecku znaczy "laleczka". Dziwny to był związek, trzeba przyznać: mieszkali przez wiele lat tuż obok siebie, ale osobno. Gdy pragnęli być razem, umawiali się na spotkanie. Trwało to przez kilkadziesiąt lat, aż do śmierci Brassensa.

A oto, co Georges Brassens mówił w jednym z wywiadów na temat miłości:
"Musset powiedziałby, że miłość czerpie siły z braku pokarmu, umiera zaś z jego nadmiaru. Jeśli widuje się każdego dnia tego samego przyjaciela lub tę samą kobietę, może się zdarzyć, że przynajmniej jedna ze stron odczuje zmęczenie, znudzenie, podobnie jak ktoś, kto zbyt często słuchał najpiękniejszych nawet symfonii, czy utworów jazzowych. Może to, co teraz powiem jest ohydne, ale trzeba po prostu mieć na uwadze niestrawność. Miłość wymaga nie mniej ni więcej, tylko diety. Oczywiście z początku, gdy zakochujesz się w kobiecie, masz ochotę całować ją całymi dniami, być z nią bez przerwy, wręcz rozpłynąć się w niej. Ale po pewnym czasie chcesz nabrać pewnego dystansu. Wstyd się do tego przyznać, nikt nie śmie tego uczynić, ale i tak następuje to w sposób nieunikniony, ponieważ niebawem jesteśmy po prostu zmęczeni. Gdyby tęcza na niebie trwała wiecznie, nikt by na nią nie patrzył. W przyjaźni, tak jak w miłości, należy dopuszczać do głosu grę samotności, chwilowe rozstania. Przyjaźń jest czymś głębszym i trwalszym niż miłość. Trwałe miłości, to właśnie takie, gdy mężczyźnie i kobiecie udaje się zostać przyjaciółmi."

A oto, co Georges Brassens mówił na temat wolności i śmierci:
"W młodości zetknąłem się z teoriami anarchistycznymi, współpracowałem nawet z anarchistycznym pismem. Znalazłem w tych teoriach coś, co już przedtem we mnie tkwiło, choć nie wiedziałem jak to nazwać. Przede wszystkim - wolność. Nie umiem wyjaśnić na czym polega pojmowana przeze mnie wolność. Po prostu, kiedy widzę, że ktoś ją ogranicza w odniesieniu do mnie, do moich znajomych, wreszcie do całego narodu, staram się napisać coś na ten temat: upiększam, dopasowuję, zbieram tu i ówdzie materiały po to, aby stworzyć z pojęcia wolności i z tego, co się wolności przeciwstawia, coś konkretnego. "Wolność" jest pojęciem abstrakcyjnym. Ja reaguję konkretnie i instynktownie, jest to już w mojej naturze. Instynktownie boję się czegokolwiek, co jest mi w jakiś sposób narzucane."

Śmierć stanowiła temat, który przewijał się niemal obsesyjnie w wielu jego piosenkach. Mówiąc o śmierci starał się ją oswoić, zaakceptować. Pod koniec życia, dowiedziawszy się, że jest nieuleczalnie chory na raka, przeniósł się z powrotem do rodzinnego Sète, by odejść w spokoju i -  jak mówił - "cicho, jak na palcach". Zgodnie z jego życzeniem pogrzeb odbył się bez rozgłosu, dwa dni po śmierci. We Francji ogłoszono żałobę narodową. Jego śmierć odczuli wszyscy. Telewizja i radio zmieniły swe programy, by nadawać niemal bez przerwy audycje poświęcone człowiekowi, który będąc synem murarza z niewielkiego Sète stał się francuskim poetą narodowym.

A oto, co Brassens mówił na temat śmierci i wiary w Boga:
"Na cmentarzach i w trumnach nie ma nikogo. Naprawdę nikogo. Chciałbym móc wierzyć, że wszystko to, co przeżywamy tutaj, zacznie się kiedyś raz jeszcze i będzie przebiegało lepiej. Żyć w takim przekonaniu jest wygodniej - ale to wszystko. W pewnym sensie jestem bardziej odważny, bo staram się być samowystarczalny, a co się tyczy śmierci, biorę ją z całym dobrodziejstwem życia. I biorę ją taką, jaka ona jest: jako koniec, pustkę... Może bywa i tak, że ja, niewierzący, uważam, że ci, którzy żyją w wierze, są ode mnie szczęśliwsi. Wprawdzie wiara nie zawsze musi ułatwiać życie, ale ktoś, kto wierzy w życie wieczne, kto może mieć już teraz poczucie obecności Boga - ten ktoś jest chyba szczęśliwy. Powiadam  "chyba", bo w końcu nic na ten temat nie mogę wiedzieć."


Piotr Bakal